sobota, 11 stycznia 2020

Dwa.

Rodzicom nie mówiłam o niczym. Nie mogłam. To znaczy mogłam, ale wtedy z pewnością rozpętało by się piekło. Nie chciałam tego, przynajmniej teraz. Mam możliwość poznania swojego biologicznego ojca. Tak wiele pytań teraz mi się nasuwa, nie wiem o co go tak naprawdę potem zapytam, co mu powiem, gdy go zobaczę, a może spanikuję i powiem, że to jakaś pomyłka. 
(...) Do mojego umówionego spotkania z ojcem miałam jeszcze pół godziny, a już od kilkunastu minut chodzę pod bramą więzienia i okropnie się martwię tym co będzie gdy wejdę tam do środka. Nie mówiłam nikomu o tym gdzie idę. Chciałam poprosić przyjaciółkę, by przyjechała tutaj ze mną. W końcu za mną dwie godziny drogi pociągiem. To były najdłuższe dwie godziny jakie przeżyłam. Przed jedenastą wpuścili mnie do środka. Najgorsze przeżycie w moim całym życiu. Nic nie było tak okropne jak to, jak wchodzenie do takiego miejsca. Nasuwają mi się kolejne pytania. Nie wiem czy będę miała tyle czasu, aby o wszystko go zapytać. Odgarnęłam swoje czarne włosy do tyłu i weszłam do ogromnego budynku. Jest paskudnie. Po krótkiej wymianie zdań z młodym strażnikiem, mogłam przejść do sali. To tam miałam się z nim spotkać. Dziwne, że zaprowadzili mnie na taką salę, gdzie nie było nawet żadnych krat oddzielających więźniów od ich gości. Myślę jednak, że nie mam czego się obawiać. Usiadłam na krześle, na którym nerwowo zaczęłam się wiercić. 

* Yuri 

- Boyka. Masz widzenie. - usłyszałem głos strażnika, na co mocno spiąłem swoje brwi. 
- Kto? - rzuciłem od razu podnosząc się z łóżka i siadając na nim. 
- Nie wiem, to młoda dziewczyna. Radzę ci się podnieść. 
Młoda dziewczyna? W sumie nikt mnie tutaj nie odwiedzał, a tym bardziej młode dziewczyny. Kompletnie nie wiem kim ona może być i czego może chcieć i w ogóle jakim cudem wpuścili ją tutaj i pozwolili jej na widzenie ze mną? Podniosłem się z łóżka i strażnik zaraz zaprowadził mnie na salę. Otworzył drzwi, wszedł pierwszy, a zaraz za nim ja. Stanąłem w miejscu widząc siedzącą i zdenerwowaną czarnowłosą dziewczynę. 

* Nadia

Gdy usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, poderwałam się z miejsca. Nie łatwo tego nie usłyszeć. Drzwi nie są takie jak w moim domu, których przy otwieraniu praktycznie w ogóle nie słyszeć. Stanęłam w bezruchu opuszczając ręce po swoich bokach i mocno zaciskając swoje palce na materiale swoich czarnych spodni. Obserwowałam zbliżającego się do mnie mężczyznę. Szedł powoli, przyglądał mi się. Pewnie jest w tak samym dużym szoku jak ja. Gdy stanął przede mną, w milczeniu mu się przyglądałam przed chwilę. Miał tatuaż na szyi i bliznę na prawym policzku, czarne włosy i ciemne oczy. Te rzeczy mogłam od razu dostrzec. Teraz już wiem dlaczego mam czarne włosy i ciemno brązowe oczy. Nigdy w sumie jakoś się nad tym nie zastanawiałam, dlaczego niczego nie odziedziczyłam po swoich rodzicach. 
- Jestem Nadia... Nadia Aristow. - powiedziałam ciszej spoglądając na niego. - Jestem...
- Jesteś moją córką?
Wtrącił się przyglądając mi się uważnie. Pokiwałam od razu energicznie głową w odpowiedzi na jego pytanie. Jestem tak zestresowana, że chyba nawet o nic go nie zapytam. 
- Znasz całą prawdę? 
Zapytał i usiadł na krześle, co zaraz także ja zrobiłam. Usiadłam na przeciw niego i przez chwilę w milczeniu mu się przyglądałam, gdy zakrył dłońmi swoją twarz. Uniosłam ręce i zbliżyłam je do jego dłoni, które po chwili odsunęłam od jego twarzy. 
- Nie widziałam cię przez dwadzieścia dwa lata, nie wiem kiedy znów cię zobaczę, więc proszę, nie zakrywaj się. - powiedziałam i delikatnie się do niego uśmiechnęłam. - Cztery lata temu dowiedziałam się, że rodzice, których uważałam za swoich prawdziwych, biologicznych rodziców wcale nimi nie są. Zaznaczyli od razu, że nie wiedzą kim są moi biologiczni rodzice, więc nawet nie próbowałam ciągnąć ich za język. Wczoraj jednak podczas ostrej wymiany zdań mama wspomniała mi o tobie. Zupełnie przypadkiem.
- Teraz chyba już wiesz, dlaczego milczeli, prawda? 
- Nie, nie rozumiem tego... - powiedziałam ciszej i pokręciłam przecząco głową. - To znaczy... Domyślam się, że nie chcieli mówić mi prawdy ze względu na to, że przesiadujesz w więzieniu, ale to też nie zmienia faktu, że jesteś... - mówiłam szybko spoglądając na niego, chodź na moment się zawiesiłam. - Że jesteś moim ojcem. Chciałam cię poznać i poznać prawdę... Co się wydarzyło, że zrezygnowałeś z wychowywania mnie? 
Nie mogę go osądzać, nie znam go nawet, jednak widok mojego ojca w więzieniu nie wróży nic dobrego. Siedzi w więzieniu i zostawił swoje dziecko. Niezbyt dobrze wygląda jego życie. 
- Przez dwa miesiące byłaś przy mnie, potem musiałem zrzec się praw do ciebie... 
- Ale dlaczego? Tak bez powodu? 
- Bez żadnego powodu na pewno bym cię nie zostawił, mimo, że miałem wtedy tylko dwadzieścia lat... Ktoś skrzywdził twoją matkę, przez co targnęła się na swoje życie, zostawiając nas samych. Chciałem by oni też ponieśli karę... Dlatego tutaj jestem, właśnie dlatego musiałem cię zostawić. Siedzę tutaj za podwójne morderstwo. Teraz już rozumiesz, dlaczego nie mówili ci prawdy... 
Słuchałam go uważnie, a z każdym kolejnym słowem rozchylałam swoje usta coraz bardziej. Jest mordercą. A ja po prostu siedzę przy nim i niczego się nie boję. Jestem jego córką, wierzę, że mnie nie skrzywdzi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz